Rozpruty Uniwersytet

Aleksander Temkin

Z założeniami projektu reformy Uniwersytetu Warszawskiego przygotowanego przez władze Uniwersytetu Warszawskiego oraz środowisko Obywateli Nauki już od 10 października można zapoznać się na stronach uczelni[1]. Projekt szatkuje uniwersytet. Rozdziela administracyjnie pion dydaktyczny, badawczy, rady dyscyplin naukowych i szkoły doktorskie. Działy te (z komplikacją w przypadku Rady Doskonałości Naukowej) będą mieć osobnych „dyrektorów”/„dziekanów” i – jak można wnioskować z projektu – osobną pulę pracowników.

Znaczenie przeprowadzonej zmiany jest następujące: normy określające, czym jest dobra nauka, będą przekazywane z zewnątrz do wewnątrz, z góry do dołu, a po drodze uszczegóławiane i aplikowane przez odpowiednie władze. Tym samym odchodzimy od wypracowywania i negocjowania norm dobrej nauki w ramach konkretnych środowisk naukowych.

*

Jak się to dokonuje? Przez rozdzielenie dydaktyki i badań, przerzucenie decyzji o zatrudnieniu i nadawaniu stopni na poziom centralny, a także rezygnację z powiązania działów przez wybieralnych w obrębie przedmiotowej grupy przedstawicieli.

Motywacje stojące za rozpruciem dotychczasowej struktury to walka z „układem”. Niewypowiedzianym założeniem zmiany jest uznanie oceny środowiskowej przeprowadzanej i negocjowanej półtowarzysko w ramach wydziału za mechanizm „korupcjogenny”, zmiękczający i wypaczający normy dyktowane przez Ministerstwo. Charakterystyczne dla tej krytyki jest obwinianie kolegialnych ciał akademickich za złą uniwersytecką kulturę zarządzania i uwolnienie od tych zarzutów centralnej administracji uniwersyteckiej.

Dotychczasowe powiązanie tych funkcji na poziomie wydziałów sprawiało, że podejmowanie decyzji o awansach, zatrudnieniu itp. było tożsame z deliberacją nad normami i oczekiwaniami naukowymi. Powiązanie tych funkcji na poziomie rektora oznacza, że zamiast deliberacji uzyskujemy administracyjne pośrednictwo między zewnętrznymi oczekiwaniami wobec naukowca (sformułowanymi w rozporządzeniach Ministra) a naukowcem. Pozwala to uniknąć zakrzywienia w medium, jakim są oczekiwania innych naukowców, i ich wizje, czym powinien być i jaki powinien być naukowiec.

Jakie będą konsekwencje? Na pewno nie będzie można się uchylić przed oczekiwaniami ministra dotyczącymi sposobu prowadzenia się w nauce. Jest to złe samo w sobie, bo to bardzo złe oczekiwania (infantylne wynurzenia, że humanistyka polska powinna reprezentować polską rację stanu zagranicą), które powinny być instytucjonalnie sabotowane lub przynajmniej „twórczo” i „niepokornie” interpretowane. Pozbawiony kolegialnej sprawczości Uniwersytet staje się pasem transmisyjnym dla politycznych i urzędniczych wytycznych.

W gestii władz uczelni i współpracującej z nią części środowiska naukowego (Obywateli Nauki) leży zdefiniowanie, czym powinien być nowoczesny Uniwersytet, i przyczynienie się do określenia, czym powinna być nowoczesna Polska. Likwidując w imię centralizacji struktur mechanizmy urealniające i przybliżające odpowiedzialność za wspólnotę i instytucję, władze największej uczelni w Polsce zignorowały fakt, że uczymy się zaangażowania obywatelskiego przede wszystkim w miejscu nam najbliższym – w miejscu pracy i nauki. Rezygnując z upodmiotowienia i wychowywania ku demokracji pracowników i studentów, władze rektorskie biorą na siebie współodpowiedzialność za postępujący kryzys sfery publicznej w Polsce.

Kolegialność w dotychczasowej formie była z pewnością daleka od doskonałości. Znane są przykłady nieprawidłowości, nadużyć czy codziennej niesprawności, a nieliczne reakcje rad wydziałów na perspektywę reformy czy likwidację dyscyplin pokazują nikłe zaangażowanie środowiska naukowego we wspólną przyszłość. Zamiast jednak wspomagać, reformować, usprawniać czy nawet zastąpić inną formą wspólnoty naukowej – założenia reformy Uniwersytetu Warszawskiego stanowią propozycję amputacji kolegialności i wprowadzenia próżni społecznej pomiędzy pracownicę czy pracownika naukowego a centralę.

Założenia reformy Uniwersytetu Warszawskiego milczą o tym, jaką wspólnotą ma być Uniwersytet; milczą, kim powinien być naukowiec i w jakich „cnotach” powinniśmy się ćwiczyć; wreszcie milczą na temat kryzysu społecznego, politycznego i kulturowego, w którym pogrąża się Polska i strefa euroatlantycka. Nie wypowiadając się na temat tych wyzwań, władze uczelni komunikują raz jeszcze najważniejszą intencję: uczelnia istnieje po to, by spełniać formułowane poza nią oczekiwania, formułowane w postaci reguł konkurencji, ważniejsze niż wewnętrzne dla praktyki naukowej cele i dobra.

Podstawową konsekwencją będzie likwidacja mechanizmu samooceny środowiskowej, a zatem mechanizmu wymuszającego i urealniającego dyskusję. Skutki nie będą widoczne od razu. Za parę lat ktoś się zdziwi, że z poziomem nauki w Polsce jest znacznie gorzej, niż było.

A wydawało się, że to niemożliwe.

[1] https://www.uw.edu.pl/wp-content/uploads/2018/10/uniwersytet-warszawski-a-nowa-ustawa-o-nauce-i-szkolnictwie-wyzszym.-nauka-ksztalcenie-szkoly-doktorskie-rada-uczelni.pdf

Post navigation

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *