„Od samego mieszania herbata nie stanie się słodsza” – notka interwencyjna

Monika Helak, współpraca: Piotr Stec

Popieramy dążenia do podniesienia jakości studiów wyższych w Polsce – nie tylko niestacjonarnych, bo właściwie każdy ich tryb tego dramatycznie potrzebuje. Ministerstwo jednak znowu sięgnęło po metodę wylewania dziecka z kąpielą. Mechaniczne wydłużenie studiów niestacjonarnych może okazać się początkiem ich końca, bo nie uwzględnia różnorodności potrzeb studentów ani nawet odpowiedzi na pytanie, czym studia stacjonarne powinny się różnić od niestacjonarnych (oprócz tego, że koniecznością uiszczania opłat za możliwość kształcenia się).

De facto nie są to oferty skierowane do tych samych odbiorców (z wyjątkiem kilku kierunków). Wielu studentom studiów niestacjonarnych zależy na szybszej certyfikacji z tego względu, że często łączą studia z pracą zarobkową lub podnoszą kwalifikacje ze względu na wymogi swojego pracodawcy. Siedem lat kształcenia to wymóg nierealny, nawet biorąc pod uwagę fakt, że minister Gowin nie chce nakładać na studentów opłat za dodatkowe miesiące. Studia to także inwestycja czasowa, wymagająca choćby ograniczenia czasu spędzanego z rodziną. Niewielu studentów niestacjonarnych może sobie pozwolić na luksus przedłużania takiego trybu życia o kolejne lata. Rozwiązania proponowane przez ministerstwo szybko mogą okazać się ekonomicznie wykluczające.

Na szczęście istnieją alternatywy: ministerstwo w przypadku studiów niestacjonarnych mogłoby zachęcać uczelnie do wykorzystania części okresu wakacyjnego (np. zajęcia w lipcu i wrześniu zamiast trzymiesięcznej przerwy), rozwijania rzetelnej oferty e-learningowej czy kształcenia w trybie eksternistycznym. Dzięki takim rozwiązaniom można szukać pola do podnoszenia jakości bez uderzania w interesy samych studentów. Dobrych przykładów warto szukać w tak lubianej przez ministerstwo anglosaskiej kulturze akademickiej. Oczywiście wciąż, podobnie jak w przypadku studentów uczących się w innych trybach, należałoby zacząć podnoszenie jakości od inwestycji w kadrę dydaktyczną (w tym w aspekcie liczebnym), podnoszenia funduszy stypendialnych czy zapewniania studentom rozbudowanej infrastruktury do nauki i prowadzenia własnych badań. Same kombinacje z wydłużaniem lub skracaniem cyklu kształcenia mogą okazać się bez tych zmian nie spełnią oczekiwań.

Zastanawia nas też, dlaczego minister liberał walczący z przerostem biurokracji chciałby tak szczegółowych uregulowań studiów niestacjonarnych w ustawie. Może warto jednak autonomię uczelni rozszerzać także o kwestie dydaktyczne, a nie tylko ustrojowe? Znów wchodzi tu w grę specyfika regionalna, o której obradujący w Warszawie ministrowie najczęściej nie mają dużej wiedzy. Zachęcamy do pytań – lokalni uczeni naprawdę lepiej wiedzą, czego potrzebują, by podnosić poziom kształcenia.

Jeśli jednak ministerstwo chce ujednolicać studia stacjonarne i niestacjonarne – co też jest jakimś pomysłem – należałoby w takim razie dążyć do tego, by zapewnić studentom podobne warunki kształcenia, na przykład przez ograniczenie wysokości opłat.

Post navigation

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *