Reprodukcja „elit” a sprawa polska. O uczelniach, instytucjach i państwie

Aleksander Temkin

Uczelniom wyższym przypisuje się często rolę kształtowania „elit”. Tzw. reforma Gowina obiecuje odejście od kształcenia masowego ku elitarnemu. Czy wdrożenie rozwiązań lansowanych przez środowisko związane z ministrem Gowinem zapewni taką formę kształcenia elit, która będzie funkcjonalna z punktu widzenia interesów polskiego państwa i społeczeństwa? Od tego, czy będziemy umieli – jako społeczeństwo – udzielić na to pytanie dobrej odpowiedzi, zależy przetrwanie systemu demokracji przedstawicielskiej w Polsce. Już nieraz nasz kraj płacił wygórowaną cenę za umacnianie systemu, który potęgował niekompetencję elit, zamykając je w kręgu „elitarnego” samozadowolenia.

Zacznijmy od instytucjonalnych podstaw. Reżim polityczny, w którym funkcjonuje polskie społeczeństwo od 1989 roku, to partyjna demokracja liberalna, system przedstawicielski. Demokracja przedstawicielska jest systemem prawnie obwarowanych, to znaczy ograniczonych, uwarunkowanych i zabezpieczonych prawem rządów „elit” i „kontrelit”.

Pojęcie „elity”, w roboczym sensie, jaki mu tu nadaję, jest terminem technicznym, niemającym związku z jakością, solidarnością lub stopniem wyobcowania tychże elit wobec większości społeczeństwa. Z kolei pojęcie „kontrelity” oznacza część elit pozbawioną udziału we władzy centralnej, posiadającą jednak potencjał finansowy i mobilizacyjny do zastąpienia rządzącej części elit. Za każdym razem, gdy w tekście padnie słowo „elita”, czytelnik powinien rozumieć je właśnie w takim minimalnym, skromnym i funkcjonalnym sensie: jako grupę osób odpowiedzialnych za kierowanie pracami centralnych instytucji lub dążących do objęcia nad nimi kierownictwa.

A zatem jaka powinna być rola Akademii w odniesieniu do tej podstawowej formy politycznej, formy współżycia społecznego, sprawowania władzy, kontroli tejże władzy, zgłaszania społecznych roszczeń i reprezentowania społecznych interesów? Jaka powinna być funkcja uczelni w odniesieniu do systemu wyłaniania elit i kontrelit, znanego jako demokracja przedstawicielska?

Sądzę, że podstawowe funkcje uniwersytetu w tworzeniu i podtrzymywaniu tej formy instytucjonalnej można sprowadzić do następujących punktów. Akademia powinna być jedną z instytucji zapewniających, że:

  1. podstawa reprezentacji politycznej będzie odpowiednio szeroka,
  2. zapewniony zostanie przepływ między reprezentującymi i reprezentowanymi, gwarantowany przez wymianę między mającą udział we władzy i pozbawioną udziału we władzy częścią elit.

Z tych dwóch punktów wynikają kolejne. Skuteczna reprezentacja społecznych roszczeń i interesów oraz legitymizacja społeczna systemu demokracji przedstawicielskiej wymaga co najmniej podwójnej „dekoncentracji” elity. Warunki są następujące:

  • regionalna, geograficzna dekoncentracja elit – by rekrutacja do grup kierujących pracami najważniejszych instytucji nie była ograniczona tylko do osób urodzonych w jednym lub dwóch centralnych ośrodkach;
  • dekoncentracja różnych form kapitału (finansowego, symbolicznego, społecznego) – by dostęp do funkcji kierowniczych nie był ograniczony do wąskiej grupy osób dziedziczących wysoki kapitał finansowy po rodzicach.

Jeżeli oba te minimalne warunki nie są spełnione, system staje się w dłuższym okresie czasu niestabilny, niefunkcjonalny, ponieważ traci legitymizację i zdolność do skutecznej reprezentacji interesów szerszych grup społecznych. Grozi mu pęknięcie, które może doprowadzić do katastrofy politycznej, społecznej, gospodarczej (a w wypadku Polski, w jej obecnym międzynarodowym położeniu – również do katastrofy geopolitycznej).

Uniwersytetom przypisuje się często rolę kształtowania „elit”. Akademia ponosi klęskę cywilizacyjną, jeśli rola ta spełniana jest wyłącznie poprzez reprodukcję i koncentrację władzy „elity” w wąskim kręgu. Kształtowanie „elity” musi oznaczać relatywne otwarcie na grupy i osoby, które mogą stać się wymiennikami dla każdej mającej udział w rządach elity. Reprodukcja „elit” musi mieć charakter funkcjonalny, tj. tylko częściowy. Wydaje się, że pozostaje to w pewnym napięciu z wymaganiem, by reprodukcja elit zachodziła na odpowiednio wysokim poziomie. Jałowe kłótnie między zwolennikami egalitaryzmu i elitaryzmu w kształceniu nie mają sensu. Uniwersytety muszą być i takie, i takie. System społeczny, przy obecnym poziomie komplikacji, wymaga zapewnienia zarówno relatywnie dużych szans awansu społecznego, jak i możliwie dobrego wykształcenia dla osób odpowiadających za kierowanie pracami centralnych instytucji. Głupota sędziów, dziennikarzy i polityków, głupota inteligencji (czy to z jednej, czy z drugiej strony sceny politycznej) jest bardzo poważnym problemem dla całego społeczeństwa i państwa polskiego. W obecnej sytuacji przesilenia społecznego i geopolitycznego rozchwiania państwo polskie nie może pozwolić sobie na kształtowanie elit niekompetentnych. Nie może sobie także pozwolić na zawężenie bazy rekrutacyjnej, na zablokowanie kanałów awansu umożliwiających osobom z regionów i grup nieuprzywilejowanych zasilanie kadr instytucji swoimi kompetencjami i ambicjami.

II

Po tym wstępnym rozpoznaniu spróbujmy przejść do odpowiedzi na pytanie o możliwe efekty tzw. reformy Gowina dla tak rozumianego układu instytucjonalnego. Czy nasz system zachowywał dotychczas taką funkcjonalność? I czy planowane reformy szkolnictwa wyższego zapewnią konieczną dla funkcjonowania systemu demokracji przedstawicielskiej otwartość systemu, jego (chociażby relatywną) inkluzywność? Czy raczej dodatkowo zdestabilizują istniejący system reprodukcji kapitałów oraz awansu społecznego?

Ministerialni reformatorzy przewidują:

  1. silną hierarchizację i specjalizację wewnątrz grupy akademickich uczelni,
  2. wprowadzenie częściowej odpłatności za studia.

A zatem: reforma szkolnictwa wyższego wymusza geograficzną koncentrację elit w dwóch lub trzech największych ośrodkach oraz postuluje koncentrację kapitału finansowego i symbolicznego w rękach tych samych grup społecznych, poprzez wprowadzenie odpłatności za studia. Dokonuje tego, używając różnych narzędzi takich jak:

  1. algorytm wyznaczający kształt dotacji, przesuwający środki finansowe do uczelni z najbardziej rozbudowaną kadrą naukową,
  2. planowane drastyczne ograniczenie praw uczelni do doktoryzowania i habilitowania,
  3. planowane ograniczenie autonomii uczelni spoza grona uczelni badawczych; i inne.

W ten sposób uderza w warunki istnienia demokracji przedstawicielskiej w Polsce, w warunki zabezpieczające wytwarzanie odpowiednio szerokiej podstawy społecznej dla wykwalifikowanej produkcji i rozszerzonej reprodukcji polskich elit. Reforma uderza w interesy państwa i społeczeństwa polskiego, w polską demokrację. Jest to działanie wrogie Polsce, antypaństwowe. Już nieraz bowiem Polska płaciła zbyt wygórowaną cenę za umacnianie systemu, który potęgował niekompetencję „elit”, zamykając je w kręgu „elitarnego” samozadowolenia, blokując kanały awansu.

Perspektywa, którą naszkicowałem powyżej, tj. perspektywa strategiczna, perspektywa interesów narodowych i społecznych, jest niemal nieobecna w ministerialnej debacie nad reformą. Punktem wyjścia dyskusji środowisk okołoministerialnych jest fikcyjny problem konkurencji w międzynarodowych rankingach, a nie dobro narodu i społeczeństwa. Na temat zapewnienia odpowiednich warunków otwartej, funkcjonalnej reprodukcji elit – reforma milczy.

Reforma nie dotyka problemu warunków kształcenia:

  1. nie dotyka problemu zapewnienia kształcenia w małych grupach, nie wprowadza mechanizmów skutecznie blokujących prowadzenie zajęć w zbyt dużych grupach seminaryjnych, ćwiczeniowych, warsztatowych etc. A zatem reforma zrywa z negatywnymi aspektami „umasowienia” studiów tylko deklaratywnie. Studenci wciąż będą uczyć się w zbyt licznych grupach;
  2. nie dotyka problemu opieki i współpracy naukowej pomiędzy pracownikami naukowymi i doktorantami, studentami. Reforma nie wprowadza mechanizmów wymuszających realną, możliwie zindywidualizowaną opiekę naukową pracowników nad kształcącymi się studentami i pracownikami. Znów zatem dobrze rozumiane „odmasowienie” studiów pozostaje tylko na papierze.

Przykłady można by mnożyć. Liczni komentatorzy zwracali uwagę na to, że reforma nie poświęca uwagi jakości dydaktyki. To znaczy: szermując hasłami o potrzebie kształcenia elity, reforma nie zapewnia realnych warunków – także finansowych – do podniesienia ich jakości intelektualnej. Sens reformy jest zatem czysto negatywny. Pozbawienie mieszkańców prowincji szans na wykształcenie akademickie na wysokim poziomie zapewnia reformatorom poczucie, że reforma ukształtuje przyszłe elity. Reforma koncentruje się na „kształtowaniu elit” wyłącznie przez to, że zapewnia koncentrację i domknięcie reprodukcji elit w łonie uprzywilejowanych społecznie środowisk, bez troski o pomnożenie wyjściowego kapitału symbolicznego. „Elitarność” jest tu zatem czysto negatywna i reaktywna – ma wytworzyć się automatycznie, dzięki zablokowaniu ścieżek awansu dla osób pochodzących z mniej uprzywilejowanych grup i regionów, a nie poprzez zwiększenie inwestycji w dydaktykę i naukę oraz poprzez realną poprawę warunków jej uprawiania.

Jeśli poważnie myślimy o kształtowaniu kompetentnych kadr instytucji na potrzeby polskiego państwa i społeczeństwa (jeśli ktoś bardzo chce, to może nazywać te grupy funkcjonalnymi „elitami”), musimy zaproponować całkiem inny kierunek reformy Akademii niż ten, który chcą narzucić jej urzędnicy i prywatni interesariusze związani z ministrem Gowinem. Ale to już temat na kolejny odcinek.

Post navigation

2 thoughts on “Reprodukcja „elit” a sprawa polska. O uczelniach, instytucjach i państwie

  1. Wywód bez zarzutu. Brak mi trochę szerszego kontekstu. Rzeczy najważniejsze bywają najprostsze. Od czasów „POPiSu” (a może od czasów „demokratycznej opozycji”, dokładającej starań, byśmy mieli jedną „demokratyczną opozycję”) z rozmaitych stron padamy ofiarą redukcji wielości elit oraz, w następstwie, ich „krążenia” do układu binarnego, czyli raptem i na zawsze DWÓCH skłóconych środowisk – z niezliczonymi grupami interesu do nich podwiązanymi finansowo i wzorami kariery. „Reforma” Gowina jest kolejną próbą zaryglowania życia intelektualnego, kulturalnego, publicznego wreszcie w takim binarnym układzie klientalnym; żeby nie powiedzieć wprost: korupcyjnym.

  2. Po reformach rzeczywiste finansowe elity, będą kształciły swoje dzieci za granicą, a to co u nas zostanie to fasadowe uczelnie, które będą miały za zadanie generowanie pewnego, raczej niewielkiego, dochodu oraz stwarzanie pozoru możliwości kształcenia w najlepszych możliwych warunkach, czy też przygotowywanie na zamówienie robotników w białych kołnierzykach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *